wtorek, 14 marca 2017

Polski Harry Potter, czyli co by było, gdyby zastrajokowały gobliny, a miotły zaprzestały lotu.

Polski świat czarodziejski nie należy do zaawansowanych, żeby nie powiedzieć, że jest iście malutki. Malutki, nie oznacza jednak, że nieznany. Oj, nie. Akademia Chrumków na Świniarszczyźnie cieszy się ogromną sławą. Jednakże... niekoniecznie jest to dobra sława. Od wielu dziesiątek lat, słowa: "Państwa dziecko jest czarodziejem!" brzmi dla polskich charłaków jak wyrok. Biedni, pozbawieni magicznych zdolności członkowie polskiej czarospołeczności zalewają się łzami na samą myśl o posłaniu swojego dziecka do Chrumkowa... Czemuż to? Zaczynając od znajdującej sie na niebezpiecznym, bagnistym terenie zabitej dechami szkoły, przez kadrę nauczycielską, regularnie gonioną przez zabobonnych wieśniaków z widłami po całej, pięknej Świniarszczyźnie, po pędzących w katakumbach i ukrytych bunkrach bimber uczniów najstarszych klas, Chrumków nie jest najbezpieczniejszym miejscem dla buzującego chormonami nastolatka. A jednak, wynik jest wynikiem, test testem, jeśli twoje dziecko zostanie bezlitośnie ostęplowane tłustym, czerwonym napisem CZARODZIEJ, nie masz innego wyjścia, jak go tam wysłać. Możliwe, że gdy już do ciebie wróci, nie będzie tym samym słodkim Piotrusiem, lub grzeczniutką Marysią.  
Autor: Lilyanne Balor
Status: Trwające